Tak, to nie clickbait. Zapisałem się na podyplomówkę pod dumną nazwą Cyberbezpieczeństwo.
Od zawsze ciekawiło mnie jak oni to robią, jak wygląda całe to security w Internecie, bezpieczeństwo aplikacji webowych i ich atakowanie.

Tak się w życiu ułożyło, że w tym roku miałem i pieniądze i czas i warunki na to, by pozwolić sobie wziąć udział w rocznych studiach podyplomowych o tymże właśnie temacie. Póki co mam za sobą dwa zjazdy i po krótce opiszę moje wrażenia.

Podyplomówka to taki przyspieszony kurs dla osób z domyślnie zerową wiedzą (lub bliską zeru) w danej dziedzinie, tak więc np. przedmiot “Wstęp do informatyki” pozwolił mi wrócić do czasów, gdzie uczyłem się co to jest zmienna, pętla for, while, itp. Nie był to jednak stracony czas, dzięki tym zajęciom w 4 godziny poznałem składnie Pythona na tyle, żeby móc w nim swobodnie pisać podstawowe skrypty i bez problemu rozumieć kod innych osób. Choć do Rubiego mu niedaleko, to fajnie było na chwilę oderwać się od tego co mam na co dzień w pracy i pobudzić mózg do wytwarzania nowych ścieżek dla impulsów elektrycznych. Napisanie kilku ciekawych skryptów było rozwijającym zajęciem.

Pomijając wykłady, prowadzący kładą duży nacisk na praktykę, dzięki czemu dziś 3 godziny skanowałem wirtualkę Windowsa na wszelkie możliwe sposoby, by wyciągnąć z niej jak najwięcej danych. Były to zajęcia forensic, a więc zabezpieczaliśmy zdobyte dowody, odnajdywaliśmy informacje po usuniętych plikach w logach, agregowaliśmy dane billingowe, tworzyliśmy mapy na podstawie wygenerowanych danych… Masa ciekawych narzędzi (niektóre dostępne tylko w policji, nam udostępnione na czas studiów), których umiejętność użycia może przydać się w życiu codziennym - zgubione hasła, wyczyszczone przypadkiem karty pamięci, pendrive’y, dyski, stracone dostępy do kont mailowych… Wszystko to można spróbować odzyskać mając odpowiednią wiedzę i narzędzia.

Tym tropem dochodzimy do motywu mojego działania. Zapisując się na te studia kierowałem się głównie ogromną ciekawością i chęcią rozwoju. Co jakiś czas czuję, że muszę spróbować czegoś nowego, pouczyć się o innej dziedzinie, tak żeby pobudzić mój mózg, nauczyć się nowych rzeczy i stale móc się rozwijać.

Z czasem zauważyłem, że działa to jak śniegowa kula. Mając już całkiem dobre podstawy w programowaniu i jakieś-tam z teorii sieci i administracji systemów operacyjnych, całkiem gładko przychodzi mi przyswajanie wiedzy na temat bezpieczeństwa w sieci i analizy informacji. Są to bardzo bliskie dziedziny nauki, miejscami przenikające się i to nawet bardzo. Dlatego traktuję te studia jako rozszerzenie mojej wiedzy w dobry, usystematyzowany sposób. Szansa na poznanie ludzi, którzy są moimi wykładowcami raczej nigdy by mi się w życiu nie przytrafiła, gdybym nie zapisał się na tą podyplomówkę. Z wyboru jestem (póki co) zadowolony i do tematu na blogu pewnie jeszcze wrócę.